Nazywam się Dave i chciałbym opowiedzieć historię o tym, jak zostałem krótkofalowcem. Moja przygoda z radiem zaczęła się, kiedy miałem chyba 10 albo 11 lat. Zupełnie przypadkiem wszedłem wtedy w domu kultury do klubu krótkofalarskiego. Zobaczyłem tam ludzi siedzących przy radiostacji i rozmawiających z całym światem. Wszedłem tylko z ciekawości, ale zostałem dobre pół godziny. Patrzyłem, jak to wszystko działa i muszę przyznać, że zrobiło to na mnie ogromne wrażenie.
Później przez całe lata gdzieś siedziało mi to z tyłu głowy. Miałem nawet własną krótkofalówkę, taki polski radiotelefon Trop z czasów PRL-u, których wielu z was pewnie już nie pamięta. To była moja pierwsza możliwość rozmawiania z kimś bez żadnego przewodu, tylko przez antenę i fale radiowe. Kolejny mały krok, który jeszcze bardziej mnie wciągnął.
Potem przyszedł początek lat 90. i wielki szał na CB radio. Wszyscy o tym rozmawiali, więc i ja postanowiłem spróbować. Kupiłem pierwsze radio i postawiłem na dachu półfalową antenę. To było coś niesamowitego. Wreszcie można było wziąć mikrofon do ręki i zacząć nawiązywać łączności.
Oczywiście na początku byłem strasznie stremowany. Bałem się odezwać. Kiedy w końcu zrobiłem pierwszą łączność, miałem wypieki na twarzy. Z czasem człowiek nabrał doświadczenia i wszystko stało się bardziej naturalne, a rozmowy na CB nieraz były naprawdę ciekawe.
Co jakiś czas wracała do mnie myśl, żeby zrobić licencję i zostać prawdziwym krótkofalowcem. Wtedy jednak wydawało mi się to dość trudne. Trzeba było uczyć się alfabetu Morse’a, przepisów i wielu technicznych rzeczy. Odkładałem więc temat z roku na rok, a właściwie z dekady na dekadę.
Aż wreszcie przyszedł rok 2026. Pomyślałem, że skoro przekroczyłem już pięćdziesiątkę, to może czas wreszcie zrealizować to dziecięce marzenie. Zacząłem się uczyć i zapisałem się na egzamin.
Mieszkam w Wielkiej Brytanii, dokładnie w Birmingham, dlatego całą drogę przechodziłem według brytyjskiego systemu licencyjnego. Pierwszy poziom to Foundation. Po jego zdaniu można już normalnie pracować na większości pasm amatorskich z mocą do 25 watów.
Po dwóch tygodniach nauki zdałem egzamin ze sporym zapasem i dostałem swój pierwszy znak wywoławczy: M7PZU. Od razu pomyślałem: skoro już zacząłem, to dlaczego miałbym na tym poprzestać? Jeszcze tego samego dnia zapisałem się więc na kolejny egzamin Intermediate za trzy tygodnie, i zacząłem kolejną rundę nauki.
W tym samym czasie kupiłem pierwsze radio. Było to dość stare Yaesu FT-897D, bardzo uniwersalny sprzęt obejmujący HF, VHF i UHF. Niedługo później zainteresowałem się również małym chińskim radiem Xiegu G90. To SDR z kolorowym ekranem i wodospadem, dzięki któremu od razu widać, gdzie na paśmie pojawiają się sygnały. Ma tylko 20 watów, ale jako radio przenośne jest bardzo fajne i na pewno długo jeszcze zostanie u mnie.
Pierwsze prawdziwe łączności krótkofalarskie były trochę stresujące. Na CB było łatwiej, bo właściwie każdy mówił po swojemu. W krótkofalarstwie jednak istnieje określony sposób prowadzenia łączności, używa się znaków wywoławczych, raportów i alfabetu fonetycznego.
Trzeba więc nauczyć się NATO-wskiego Alfa, Bravo, Charlie i tak dalej, bo właśnie w ten sposób literuje się znaki wywoławcze. W polskich rozmowach spotyka się też tradycyjny alfabet oparty na imionach: Adam, Barbara, Celina i tak dalej.
Początkowo znowu było podobnie jak trzydzieści kilka lat wcześniej na CB. Trudno było nacisnąć PTT i się odezwać. Ale kiedy zrobiłem kilka pierwszych QSO, bariera zniknęła. Zacząłem rozmawiać z ludźmi po angielsku i po polsku, robić kolejne łączności i coraz swobodniej poruszać się po pasmach. Każde kolejne QSO dawało trochę więcej doświadczenia. I wtedy już wiedziałem, że krótkofalarstwo zostanie ze mną na dłużej.
Przez wiele lat jedną z moich największych pasji były podróże. Teraz doszła do tego druga, która z podróżowaniem ma zresztą sporo wspólnego. Tyle że tym razem zamiast jechać na drugi koniec świata, wystarczy włączyć radio.
Dlatego jeśli od dawna myślicie o krótkofalarstwie, ale ciągle odkładacie zrobienie licencji, moja rada jest prosta: przestańcie tylko o tym myśleć i spróbujcie. Ja zwlekałem kilkadziesiąt lat. Dzisiaj trochę żałuję, że nie zrobiłem tego wcześniej, ale najważniejsze, że w końcu zrobiłem. I zdecydowanie było warto.