Kiedy zacząłem trochę poważniej wchodzić w krótkofalarstwo, szybko przyszła mi do głowy myśl, że przydałoby się nowsze i lepsze radio. Do tej pory korzystałem ze starszego Yaesu FT-897D i małego Xiegu G90, ale chciałem mieć coś bardziej nowoczesnego, wygodniejszego i po prostu lepszego do codziennej pracy.
Mój wybór padł na Yaesu FT-710. To już nowoczesny transceiver SDR, z dużym wyświetlaczem, wodospadem, bardzo dobrym odbiornikiem i mocą 100 watów. Nowe egzemplarze kosztują w Wielkiej Brytanii około 1000 funtów, czyli mniej więcej 5000 zł. Zacząłem więc rozglądać się za używanym.
Na eBayu znalazłem egzemplarz, który od razu zwrócił moją uwagę. Sprzedający napisał, że radio było używane właściwie wyłącznie do odbioru. To oczywiście brzmiało interesująco, bo jeśli faktycznie prawie nie nadawano, końcówka mocy nie była intensywnie eksploatowana.
Aukcja zaczynała się od około 400 funtów (2000 zł). Była też możliwość natychmiastowego zakupu za około 695 funtów (3500 zł).
Przez kilka dni obserwowałem ogłoszenie. W końcu napisałem do właściciela i zaproponowałem 650 funtów (3250 zł). Zadeklarowałem, że jeśli zaakceptuje tę cenę, przyjadę osobiście po radio.
Był jednak jeden problem. Sprzedawca używał FT-710 tylko do odbioru, więc nie był w stanie zagwarantować, że część nadawcza działa prawidłowo. Zapytałem więc, czy mogę przyjechać ze swoim sztucznym obciążeniem i miernikiem mocy, żeby sprawdzić radio na miejscu. Nie miał nic przeciwko.
Okazało się jednak, że ktoś zdążył już zalicytować radio. W takiej sytuacji opcja natychmiastowego zakupu zniknęła i sprzedający zdecydował, że pozwoli aukcji dojść do końca. Pozostało więc czekać.
W dniu zakończenia aukcji cena wciąż była poniżej 500 funtów. Postanowiłem nie licytować wcześniej. Ustawiłem sobie maksymalną kwotę 650 funtów i dopiero kilka sekund przed końcem złożyłem ofertę.
I wtedy pojawiła się niespodzianka. Wygrałem aukcję za około 550 funtów, czyli mniej więcej 2750 zł. Co więcej, razem z radiem dostałem 30-amperowy zasilacz. Gdyby odjąć jego wartość, można powiedzieć, że sam FT-710 kosztował mnie mniej więcej 480 funtów (2400 zł).
Po odbiór musiałem pojechać do Baxton, prawie dwie godziny z Birmingham, w okolice pomiędzy Manchesterem a Sheffield. Na miejscu okazało się, że sprzedawcą jest starszy krótkofalowiec. Trochę zrobiło mi się nawet głupio, bo dwa dni wcześniej proponowałem mu 650 funtów. Gdyby wtedy sprzedał mi radio bezpośrednio, dostałby 100 funtów więcej.
Sam jednak zdecydował, że pozostawi aukcję do końca. Tak działa eBay. Czasami cena idzie znacznie powyżej oczekiwań sprzedającego, a czasami kończy się zupełnie odwrotnie.
Najważniejsze było oczywiście sprawdzenie sprzętu. Podłączyłem więc FT-710 do swojego sztucznego obciążenia i miernika. Sprawdziłem nadawanie oraz moc wyjściową. Wszystko wyglądało dokładnie tak, jak powinno, więc zapakowałem radio i zabrałem je do domu. Po powrocie mogłem wreszcie spokojnie je skonfigurować i przetestować na antenie.
Radio działa perfekcyjnie. Odbiornik, nadajnik, ekran, wodospad i wszystkie podstawowe funkcje działają tak, jak powinny. Nie znalazłem żadnego problemu, który sugerowałby, że sprzęt był mocno eksploatowany albo ma jakąś ukrytą wadę.
Jeszcze tego samego dnia udało mi się zrobić kilka pierwszych łączności. Jedną z nich była rozmowa po polsku z Rafałem PA1RAF, Polakiem mieszkającym w Holandii.
I właśnie wtedy poczułem, że ten zakup naprawdę miał sens. Zamiast zapłacić około 5000 zł za nowe radio bez zasilacza, za mniej więcej połowę tej kwoty dostałem praktycznie nieużywanego FT-710 razem z porządnym zasilaczem. Czasami naprawdę warto poczekać do ostatnich kilku sekund aukcji, gdybym zalicytował wcześniej, to pewnie zostałbym przebity.