Robiąc łączności na pasmach, wiele razy trafiałem na sytuację, w której odległą stację słyszałem bardzo dobrze, czasem nawet na 58 albo 59, ale nie mogłem się do niej dowołać. Najczęściej problemem był pile-up. Ja słyszałem DX-a bez problemu, on odpowiadał kolejnym stacjom, ale moje 80 czy 100 watów gdzieś w tym tłumie ginęło.
W końcu zacząłem się zastanawiać nad zakupem wzmacniacza. Kiedy jednak zobaczyłem ceny nowych urządzeń, szybko mi przeszło. Mam czasem wrażenie, że w sprzęcie krótkofalarskim istnieje jakiś specjalny podatek za samo słowo „radioamator”. Wzmacniacz RF nie wydaje mi się przecież urządzeniem, które powinno kosztować kilka razy więcej niż porządny wzmacniacz audio, a ceny nowych konstrukcji potrafią być naprawdę porażające.
Zacząłem więc patrzeć na rynek sprzętu używanego i coraz bardziej interesowały mnie stare wzmacniacze lampowe. Trochę odstraszała mnie świadomość, że wewnątrz takiego urządzenia występują zabójcze napięcia przekraczające 2000 V. To już nie jest miejsce na eksperymentowanie bez wiedzy i ostrożności.
Ostatecznie mój wybór padł na Yaesu FL-2100Z. To klasyczny lampowy wzmacniacz, który ma już prawie pół wieku. Na rynku można znaleźć egzemplarze od około 350 funtów (1750 zł), ale ceny zadbanych lub wyremontowanych sztuk dochodzą nawet do 1000 funtów.
Znalazłem na eBayu egzemplarz wystawiony za około 770 funtów. Okazało się, że sprzedawca zajmuje się naprawą i sprzedażą takich wzmacniaczy. Urządzenie było po częściowym remoncie, a lampy miały być w bardzo dobrym stanie. Udało mi się wynegocjować cenę 700 funtów (3500 zł). Pojechałem, obejrzałem wzmacniacz i wróciłem z nim do domu.
Pozostał jednak pewien problem. Podłączenie starego wzmacniacza bezpośrednio do nowoczesnego transceivera nie jest najlepszym pomysłem, ponieważ układ PTT może pracować z napięciem, którego współczesne radio może nie polubić. Potrzebny był więc interfejs oddzielający oba urządzenia.
Gotowe interfejsy kosztują prawie 100 funtów, więc uznałem, że nie ma sensu tyle płacić za coś stosunkowo prostego. Początkowo planowałem sam zbudować układ z optoizolatorem i przekaźnikiem. Potem znalazłem na eBayu małą płytkę za około 5 funtów, która miała już oba te elementy i wyglądała całkiem porządnie.
Zamówiłem płytkę, obudowę, przewody i potrzebne złącza. Po otrzymaniu części wszystko zmontowałem. Najwięcej problemów sprawiło mi lutowanie ośmiopinowego złącza mini-DIN, ponieważ styki są naprawdę małe i znajdują się bardzo blisko siebie.
Gotowy interfejs najpierw przetestowałem osobno na zasilaczu. Dopiero kiedy upewniłem się, że wszystko zachowuje się tak, jak powinno, podłączyłem go pomiędzy radio a wzmacniacz. I zadziałało, moje Yaesu bez problemu steruje teraz prawie pięćdziesięcioletnim wzmacniaczem poprzez zbudowany przeze mnie interfejs.
Pozostała jeszcze kwestia anteny. Mój dipol stroi dobrze na 40 metrach, ale na innych pasmach sytuacja jest gorsza. Radio ma autotuner, ale wzmacniacz go nie ma. Dokupiłem więc ręczny tuner Yaesu FC-902, również około pięćdziesięcioletni i pasujący epoką do wzmacniacza. Jest przeznaczony do mocy około 500 watów i pozwala mi zestroić antenę praktycznie do SWR 1:1. Zapłaciłem tylko 90 funtów (450 zł).
Przy okazji dostałem coś jeszcze. Mogę wreszcie używać pasma 80 metrów. Bez tunera moja antena ma tam SWR powyżej 5:1, więc automatyczne tunery w radiu nie były w stanie sobie z nią poradzić. Stary ręczny Yaesu radzi sobie bez problemu. Oczywiście tuner nie zmienia fizycznych rozmiarów anteny i nie robi z niej idealnego dipola na 80 metrów, ale przynajmniej mogę teraz na tym paśmie normalnie pracować.
Po zestrojeniu tunera i wzmacniacza przyszedł czas na prawdziwy test. Przy słabej propagacji usłyszałem stację z Niemiec wołającą CQ. Ja odbierałem ją mniej więcej na 57. Odpowiedziałem bez wzmacniacza. Niemiec słyszał, że ktoś nadaje, ale nie był w stanie zrozumieć, co mówię.
Włączyłem FL-2100Z. Ustawiłem radio na około 25 watów mocy sterującej, co dało mniej więcej 250 watów na wyjściu wzmacniacza. Nagle raport po drugiej stronie zmienił się na 58, chwilami 59. Rozmówca słyszał mnie już bez problemu.
To był dla mnie najlepszy możliwy test. Nie pomiar na sztucznym obciążeniu i nie obserwowanie wskazówki miernika, tylko zwykła łączność, w której chwilę wcześniej byłem praktycznie nieczytelny, a po włączeniu wzmacniacza sygnał stał się całkowicie użyteczny.
Na razie nie zamierzam zwiększać mocy bardziej. Dławik w mojej instalacji antenowej jest przystosowany do około 300 watów, więc wolę pozostać po bezpiecznej stronie. Kiedy go wymienię, będę mógł sprawdzić większą moc. Tylko że po tym pierwszym teście zacząłem się zastanawiać, czy w ogóle będzie mi potrzeba więcej.